Trudne są początki Z przymrużeniem oka o tych, co się dopiero uczą jeździć lub ciągle się uczą... Kobieta pyta swego instruktora nauki prawa jazdy: - Jak pan sądzi, ile jeszcze czasu potrzeba, żebym umiała dobrze jeździć? - Co najmniej trzy. - Godziny? - Nie, samochody. *** Żona świeżo po kursie prawa jazdy prowadzi samochód: - Spójrz, Edek, co za ludzie! Ten facet już od minuty biegnie przed maską naszego samochodu. Zupełnie jakby chciał, żebym go przejechała. Co mam zrobić? - Zjedź z chodnika... *** Przed bramą nieba staje ksiądz i kierowca autobusu, święty Piotr mówi: - Ty kierowco do nieba, a ty księże do czyśćca. - Ale czemu tak? - pyta ksiądz. - Bo widzisz, jak ty prawiłeś kazania to wszyscy spali, a gdy on prowadził autobus to wszyscy się modlili.
Dziwne przypadki na egzaminie na prawko Egzamin na prawo jazdy. Instruktor mówi do kursanta: Hamowanie awaryjne... Egzamin na prawo jazdy. Instruktor mówi do kursanta: Hamowanie
awaryjne! Przyszły kierowca posłusznie wykonał polecenie wciskając pedał hamulca. Samochód stanął "dęba". Niestety, kierowca z tyłu nie zachował bezpiecznej odległości i wjechał w tył "L". Wściekły egzaminator na to krzyczy: Ja pytałem czy Pan zna hamowanie awaryjne?! Egzamin nie zdany. Nie pomogły tłumaczenia, że kursant usłyszał w 100 procentach polecenie, a nie pytanie.
Wsiąść do nie swojego auta i twierdzić - to moje :) Kobieta w Bytowie wsiadła do auta. Kiedy zauważyła brak torebki i radia powiadomiła policję. Zdziwiła się kiedy poznała prawdę. Podobnie jak Pan Leszek z Gdańska... Dyżurny bytowskiej policji odebrał o godzinie 22
zgłoszenie o włamaniu do volkswagena passata. Z samochodu miał zginąć
radioodtwarzacz i torebka. Na miejsce udał się patrol. Policjanci
ustalili, że pokrzywdzona przyjechała do Bytowa w odwiedziny do
znajomej. Auto zaparkowała przed domem koleżanki. Po spotkaniu wsiadła
do samochodu i stwierdziła, że w pojeździe nie ma radia i torebki.
Natychmiast zadzwoniła na policję. Jednak już po chwili okazało się, że
do kradzieży jednak nie doszło. Mundurowi zauważyli, że kobieta siedzi w
oplu astrze, a zgłoszenie dotyczyło volkswagena passata, który
zapakowany był za oplem. Jak się okazało kobieta przez przypadek
otworzyła opla i wsiadła do nie swojego samochodu. Z jej volkswagena nic
nie zginęło. Policjanci poinformowali także właściciela opla, że
zostawił otwarty samochód. Podobną przygodę miał Pan Leszek z Gdańska. Znajomy pożyczył mu fiata 126p. Dał
mu kluczyki, dokumenty i powiedział, że stoi na ul. Świętego Ducha. Więc
poszedł, otworzył auto. Niestety, nie mógł odpalić. Kluczyk nie pasował do
stacyjki. Pan Leszek nie dawał za wygraną. Przez 15 minut próbował przekręcić kluczyk w stacyjce. Potem się okazało, że jego pożyczony fiat
stoi po drugiej stronie ulicy :)
 |