Jeżdżę kulturalnie, czyli bezpiecznie
kulturalnajazda.pl
Poniedziałek 6 lutego 2012
AmberOne
AMBASADORZY
KKK
MULTIMEDIA
galeria
film
konkurs
z humorem
sonda
O NAS
KONTAKT
Przepłacamy za samochody
Zakup nowego samochodu to w Polsce droga inwestycja. Droższa niż w wielu krajach zachodniej Europy. Taniej samochody kupują m.in. Niemcy, Francuzi czy Włosi. 
Przepłacamy za samochody
Od kilku już lat dilerzy narzekają, że sprzedaż nowych pojazdów w Polsce systematycznie maleje. W tym roku pojawiły się nawet propozycje, by środkami prawnymi ograniczyć import używanych samochodów z zagranicy. Oficjalnie ze względu na to, że do Polski sprowadzane są samochody w zaawansowanym wieku (37 proc. to auta powyżej 10 lat), w złym stanie technicznym, a tym samym stwarzające zagrożenia w ruchu drogowym. Polacy – w przeciwieństwie do Niemców czy Francuzów – wybierają używane auta z jednego powodu: ceny. Nowe pojazdy, biorąc pod uwagę dochody przeciętnego "Kowalskiego", są bardzo drogie. Za pojazdy płacimy tyle samo, co Brytyjczycy, Czesi czy Węgrzy. Taniej od nas auta kupują m.in. Szwajcarzy (87 proc. średniej europejskiej), Grecy (90 proc.) i Belgowie (95 proc.). Zdecydowanie głębiej do kieszeni muszą sięgać Skandynawowie: Duńczycy (193 proc. średniej europejskiej), Norwegowie (167 proc.) i Finowie (133 proc.), ale z kolei tam średnie dochody przeciętnej rodziny są kilkakrotnie wyższe niż u nas.
Szczególnie denerwujące i niezrozumiałe z perspektywy nabywców jest to, że przepłacamy również za samochody produkowane w naszym kraju. Znakomitym przykładem od lat jest tu popularny fiat panda – taniej kupują go nie tylko Włosi, ale także Holendrzy, Francuzi czy Hiszpanie. Z kolei inne popularne auto, skodę fabię, taniej można było kupić w tym roku m.in. w Czechach (co jeszcze jest zrozumiałe), Rumuni, na Węgrzech, w Grecji, Portugalii, Finlandii i we Francji.
Dlaczego więc skazani jesteśmy na drogie samochody? Według ekspertów, powodów jest kilka. Po pierwsze – podatek VAT, którego stawka wynosząca 22 proc. jest jedną z najwyższych w Europie. Po drugie – stosunkowo wysokie marże w sieciach dilerskich, które mają sięgać nawet kilkudziesięciu procent! Oficjalnych danych praktycznie tu nie ma, bo dilerzy zasłaniają się na ogół tajemnicą handlową. Po trzecie - niewielka, mimo wielu salonów samochodowych, konkurencja pomiędzy dilerami tej samej marki (na ogół, gdy kupuje się nowy samochód, jego cena jest podobna np. w Gdańsku, Warszawie czy Słupsku, choć oczywiście można się o nią targować). Po czwarte – w naszym kraju samochody nowe kupuje się w większości wypadków jako pierwsze, co pozwala koncernom motoryzacyjnym na stosowanie wyższej marży.
Koncerny motoryzacyjne i przedstawiciele sieci dilerskich bronią się w jeden sposób: nie należy brać pod uwagę ceny katalogowej, bo to tylko "wyjściówka", która nie uwzględnia licznych promocji i rabatów sezonowych, które w przypadku wspomnianych już pandy czy fabii sięgać mogą od 3 do nawet 6 tys. złotych.
– To typowy chwyt sprzedażowy: dajemy klientowi rabat, on jest zadowolony, że kupił auto okazyjnie, a tak naprawdę zapłacił za nie tyle, ile chciała strona sprzedająca. Rozmaite promocje i i "okazje" są wkalkulowane w ostateczną cenę auta, także te związane z wyprzedażą  rocznika – mówi szef sprzedaży w dużym salonie motoryzacyjnym w Gdańsku. – Dlatego ceny katologowe mogą się zdawać wywindowane, jednak auta "idą do ludzi" taniej. Polityki opartej na promocjach i rabatach już nie zmienimy: konsumenci się do tego przyzwyczaili i na wejście chcą rabatu. No to go dostają i... wszyscy są zadowoleni.
 
Kulturalna jazda - Archiwum Aktualności