|
Szpalery śmierci Spora część wypadków na Pomorzu ma ten sam przebieg: rozpędzone auta uderzają w drzewa. Giną nie tylko kierowcy, ale także pasażerowie. W tym roku znów powróciło pytanie - czy pomorskie drogi powinny być obsadzone szpalerami drzew, na których nie brakuje tabliczek z nazwiskami ofiar wypadków? |  | - Na to pytanie nie da się powiedzieć - tak czy nie - mówi Roman Wakuliński, biegły sądowy zajmujący się wypadkami. - Każdy wypadek jest bowiem indywidualny. Składa się na niego wiele przyczyn. Z reguły mamy najpierw przekroczoną prędkość, potem niebezpieczny manewr wyprzedzania kolumny samochodów, potem dopiero zjazd na pobocze i uderzenie w drzewo. Nie można powiedzieć, że to drzewa zabijają kierowców, sprawa jest bardziej złożona. Roman Wakuliński uważa jednak, że drzewa przy drogach są zbyteczne. Na pewno bowiem nie przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa. Liczby nie kłamią, tylko w ciągu dwóch lat na Pomorzu na skutek uderzenia w drzewo zginęło 247 osób. – Dostrzegając złożoność przyczyn tych wypadków, i tak dochodzę do wniosku, że szpalery drzew przy drogach niczemu nie służą – uważa Wakuliński. Po co więc je sadzono? Teorie są różne. Drzewa ocieniają latem drogi. W zimie utrudniają nawiewanie na nie śniegu. Pojawiają się nawet opinie, że taka jest w Polsce historyczna tradycja. - Gościł u mnie znajomy ze Szwecji, widok drzew przy drogach był dla niego szokiem, nie umiał znaleźć racjonalnych przyczyn, że rosną akurat przy ulicach. Tym bardziej, że w Polsce drogi są kiepskie, wąskie, łukowate, nienowoczesne - mówi Rafał Wolski, mieszkający w Żukowie k. Gdańska. – Ideałem byłyby autostrady albo drogi szybkiego ruchu, jak trójmiejska Obwodnica, gdzie pobocza są wolne. W Szwecji obowiązuje przepis, że wzdłuż drogi - na szerokości od 8 do 10 metrów - nie może być drzew ani słupów. Podobnie jest w innych państwach skandynawskich i w Niemczech. Może warto wziąć przykład z tych krajów? Tego zdania, przynajmniej w ostatnich latach, są drogowcy którzy prowadzą wycinkę drzew na odcinkach dróg, gdzie najczęściej dochodzi do wypadków. Tak jest ostatnio choćby na remontowanej trasie Gdańsk-Kartuzy (na marginesie właśnie na niej, w Kokoszkach, doszło do tragicznego wypadku PKS-u w 1994 roku, który uderzył w drzewo. Zginęły wtedy 32 osoby, a wypadek podzielił kierowców przez lata na zwolenników i przeciwników wycinania przydrożnych drzew). Źli kierowcy, grzeszący brawurą, a mający nikłe umiejętności – to z kolei argument dla przeciwników wycinki drzew. Według prof. Michała Goryszewskiego z katedry ekologii stosowanej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, brak drzew może sprawiać, że... kierowcy będą jeździć jeszcze szybciej. Tego samego zdania jest Tomasz Wojciechowski, instruktor ze szkoły jazdy na gdańskiej Morenie. – Możemy wyciąć wszystkie drzewa, zbudować najszersze drogi, a liczba wypadków i tak nie spadnie - uważa Wojciechowski. - Konieczna jest zmiana systemu szkolenia młodych kierowców, trzeba im powtarzać do znudzenia, co ich czeka, gdy będą szarżować. Dlatego swoim uczniom pokazuję filmy i zdjęcia z wypadków. Przyznaję, niektóre są bardzo drastyczne, ale wierzę, że dzięki temu choć niektórzy z nich będą pamiętać, że nie można wyprzedzać sznuru samochodów, gdy na liczniku ma się 150 km na godzinę, bo jedzie się wtedy na spotkanie śmierci.
|
 | |

|